Dermatologia – tu nigdy nie jest nudno – dr n. wet. Żaneta Listowska - Vetkompleksowo - serwis Weterynarii w Praktyce

Dermatologia – tu nigdy nie jest nudno – dr n. wet. Żaneta Listowska

żaneta listowska
fot. B. Grątkowski
Dr n. wet. Żaneta Listowska jest absolwentką Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Od najmłodszych lat jej pasją była opieka nad zwierzętami. Swoje zamiłowania z czasem przekuła w zawód, który wykonuje, ciesząc się od lat zaufaniem swoich klientów. Na co dzień realizuje się jako lekarz weterynarii oraz bizneswoman, prowadząc Gabinet Weterynaryjny „Pod Kotem” w Mrągowie, w którym diagnozuje oraz leczy przypadki dermatologiczne psów i kotów. Na okładce Pani Doktor towarzyszy pięciomiesięczny kocur brytyjski krótkowłosy o imieniu Leo. Ten ciekawski i towarzyski kot trafił do gabinetu z powodu świądu powiek oraz zapalenia spojówek na tle alergicznym. W trakcie sesji, nie wykazując żadnych objawów stresu, pozował jak profesjonalny model, mimo że była to jego pierwsza przygoda z profesjonalnym fotografem.

Zacznijmy od początku. Co sprawiło, że na pewnym etapie swojego życia zdecydowała Pani, żeby studiować medycynę weterynaryjną?

Marzenie o byciu lekarzem weterynarii pojawiło się u mnie już we wczesnym dzieciństwie. Jako mała dziewczynka każde wakacje spędzałam na podlaskiej wsi, gdzie miałam sposobność obcowania zarówno z małymi, jak i dużymi zwierzętami. Wtedy też znalazłam u dziadków na strychu książkę o chorobach kotów, której treść zainteresowała mnie na tyle, że od tamtej pory zaczęłam czytać czasopisma i książki traktujące o rasach, behawiorze i problemach zdrowotnych psów i kotów. Czasem myślę nawet, że to znalezisko poniekąd naznaczyło moje dalsze losy. Jako nastolatka porzuciłam jednak te zainteresowania i w klasie maturalnej nie miałam na siebie żadnego pomysłu.

Jeden z nauczycieli, widząc moje niezdecydowanie co do wyboru studiów, zadał mi pytanie, o jakim zawodzie marzyłam w dzieciństwie, i wtedy pomyślałam, że weterynaria będzie strzałem w dziesiątkę. Złożyłam więc dokumenty na jeden z Wydziałów Medycyny Weterynaryjnej i w taki sposób zaczęłam studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Po uzyskaniu tytułu lekarza weterynarii kontynuowałam naukę na macierzystym wydziale, otrzymując tym samym stopnień doktora nauk rolniczych w dyscyplinie weterynaria, a moją rozprawę naukową nagrodzono wyróżnieniem. W trakcie studiów doktoranckich pracowałam także w przychodni weterynaryjnej i w ostatecznym starciu praca kliniczna wygrała z działalnością naukową.

Z perspektywy czasu i zdobytych doświadczeń. Gdyby jeszcze raz mogła Pani wybrać zawód, wybrałaby Pani tak samo?

Przyznam, że bardzo często zadaje sobie to pytanie. Na studiach miewałam wątpliwości co do słuszności wyboru kierunku, mimo że byłam nagradzana stypendiami rektora dla najlepszych studentów. Wtedy jednak nie wiedziałam, jak tak naprawdę wygląda praca w zakładzie leczniczym dla zwierząt, co generowało moje wielkie obawy. Świeżo po studiach zostałam wrzucona na głęboką wodę, i nie dość, że trafiali do mnie pacjenci z chorobami, o których tylko wspominano na studiach, to miałam także do czynienia z tzw. trudnymi klientami. Był to dla mnie bardzo stresujący okres, ale jednocześnie mobilizujący do samokształcenia i rozwijania umiejętności miękkich.

Miałam jednak szczęście pracować w przychodni, w której panowała rodzinna atmosfera i gdzie dbano o właściwe kontakty interpersonalne między personelem i klientami. W tym momencie zupełnie nie traktuję pracy jako koniecznego obowiązku i ciężko jest mi wyobrazić siebie na innym stanowisku. Czasami jednak miewam takie dni, kiedy myślę, że pracując w innym zawodzie, miałabym mniej zmartwień i dylematów, oraz że nie musiałabym się nieustannie uczyć. Wtedy jednak zadaje sobie również pytanie, czy jakakolwiek inna praca byłaby tak samo ciekawa i czy by dostarczała tylu różnych, czasem bardzo skrajnych emocji. Dochodzę do konkluzji, że jestem lekarzem weterynarii w pierwszej kolejności z zamiłowania, a w drugiej z wykształcenia.

Gabinet Weterynaryjny „Pod Kotem” w Mrągowie, to miejsce, w którym można na co dzień Panią spotkać. Co najbardziej lubi Pani w swojej pracy?

W pracy lekarza weterynarii wspaniałe jest to, że nie jest ona monotonna. Każdy dzień przynosi nowe doświadczenie kliniczne. Każdego dnia pojawia się także inny typ klienta, z którym trzeba umiejętnie nawiązać relację. Myślę, że bez względu na to, jak długo pracuje się w zawodzie, to nigdy nie jest nudno. Do mojego gabinetu trafia wielu pacjentów z długą historią leczenia i bez jednoznacznego rozpoznania. Rozwiązanie takiej łamigłówki klinicznej i widok pacjenta, który wrócił do pełnego zdrowia, wynagradza wysiłek i czas poświęcone samokształceniu. Mimo że z natury jestem introwertykiem, to w swojej pracy bardzo lubię także kontakt z drugim człowiekiem, chociaż nie zawsze jest on łatwy.

Budzi Pani ogromną sympatię i zaufanie klientów. Jaka jest Pani tajemnica?

Sądzę, że najlepszą odpowiedź na to pytanie znają właściciele zwierząt korzystający z moich usług. Zakładając własny gabinet, chciałam stworzyć miejsce przyjazne zarówno zwierzętom, jak i ich opiekunom. Zależało mi również na wprowadzeniu skutecznej i niekrępującej komunikacji między lekarzem weterynarii a klientem, gdyż moim zdaniem jest to klucz do sukcesu w procesie diagnostyczno-leczniczym. Uważam, że nawet najlepiej dobrana terapia nie będzie skuteczna, jeżeli właściciel nie zrealizuje prawidłowo naszych zaleceń. Często ich niezrozumienie niweczy całą pracę, dlatego też na co dzień kładę duży nacisk na właściwą i efektywną komunikację z klientem.

Kolejną kwestią, na którą szczególnie zwracam uwagę, jest proces przekazywania informacji na temat stanu zdrowia pacjenta, możliwości jego leczenia, szacunkowego czasu trwania terapii i jej kosztów. Te zagadnienia poruszam już podczas pierwszych wizyt. Jeżeli trafia do mnie pacjent z przypadłością, która przekracza moje kompetencje, to nie wstydzę się tego powiedzieć na głos. W takiej sytuacji nigdy nie zostawiam właścicieli samych z problemem, a wskazuję placówki, w których mogą uzyskać specjalistyczną pomoc. Do każdego pacjenta podchodzę bardzo indywidualnie i holistycznie oraz poświęcam mu tyle czasu, ile wymaga jego przypadek. Nigdy nie przyjmuje pacjentów „taśmowo”. Myślę, że to wszytko składa się na sympatię i zaufanie, jakim darzą mnie klienci.

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.