Automatyczna analiza krwi obwodowej a rozmaz manualny – są dla siebie alternatywą czy tworzą duet idealny?
Co w końcu z tymi płytkami?
Liczba płytek krwi (PLT) jest jednym z podstawowych parametrów hematologicznych. Większość laboratoriów wykonuje to badanie przy użyciu analizatorów, ale mimo dynamicznego rozwoju i ciągłego ulepszania metod pomiaru problem fałszywie niskich lub fałszywie wysokich płytek jest nadal aktualny. Czy wynik płytek krwi zliczonych automatycznie jest zatem wiarygodny? Czy może należy wrócić do metody manualnej? I w końcu jaka jest (i czy jest) różnica w końcowym wyniku, porównując metodę automatyczną i manualną? Aby odpowiedzieć na te pytania, należy w pierwszej kolejności zrozumieć, jaka jest przyczyna zafałszowania wyniku. W przypadku metod automatycznych pierwszy problem leży w analizie krwi u zwierząt, które fizjologicznie mają duże płytki. Należą do nich głównie koty, konie oraz psy niektórych ras (np. cavalier King Charles spaniel). Czasami też duże płytki, mikrocyty bądź schistocyty są zjawiskiem patologicznym. Nieprawidłowe zliczanie płytek (głównie mylenie ich z erytrocytami i odwrotnie) dotyczy metod impedancji elektrycznej, w przypadku której komórki rozpoznawane są tylko na podstawie wielkości. Użycie innych metod automatycznych (np. cytometrii przepływowej) skutecznie zmniejsza problem złego przyporządkowania komórek, ale nie rozwiązuje kolejnego problemu, którym są agregaty płytkowe. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem jest pobranie krwi jeszcze raz i ponowne oznaczenie próbki. Niestety stosowanie cytrynianu, który u ludzi ma zastosowanie do ponownego oznaczenia, u psów i kotów nie zmniejsza agregacji płytek (6, 7). Rozwiązaniem może być użycie probówek z EDTA z dodatkiem roztworu CTAD. Mieszanina CTAD, czyli buforowanego roztworu cytrynianu trójsodowego, teofiliny, adenozyny oraz dipirydamolu, znacznie zmniejsza agregację [...]
POSTĘPOWANIA
w weterynarii





