Rozmowa z lek. wet. Hanną Sową z lecznicy weterynaryjnej Dr Sowa

Marketing usług weterynaryjnych to nie skostniały twór – aby działania były skuteczne, powinny być zgodne z oczekiwaniami odbiorców
Jakie były początki lecznicy Dr Sowa i jak wyglądał wówczas marketing?
Zacznijmy od tego, że były to lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. To były inne czasy niż teraz, podobnie standardy, jeśli chciało się otworzyć zakład leczniczy dla zwierząt. Wówczas istnienie jednoosobowej placówki było czymś normalnym. Natomiast rozpoczęcie działalności było dosyć proste, ponieważ nie było takich sprzętów, które są teraz dostępne i przy nowo otwierającym się zakładzie leczniczym nie wyobrażamy sobie, żeby nie było aparatury do USG, RTG czy stałego dostępu do laboratorium.
Marketing nie istniał. Kiedy wybrałam kierunek weterynaria czy nawet kończyłam studia, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to jest praca w dużej mierze z człowiekiem, i nikt nas nie przygotował na to, jak rozmawiać z klientem, gdy pojawią się trudne tematy, jak nieuleczalna choroba czy pożegnanie z pupilem. Nie uczono nas również, jak zarządzać praktyką, zasobami ludzkimi, jakie stosować procedury i wielu innych spraw niezwiązanych bezpośrednio z leczeniem zwierzaka.
Jeśli pytasz o marketing, to jeszcze raz to powiem, nie było marketingu, ale klienci byli.
[...]Mogą zainteresować Cię również
POSTĘPOWANIA
w weterynarii





