Własna praktyka weterynaryjna – wyobrażenia a rzeczywistość – cz. II
Odpowiedzi na wszystkie powyższe pytania mają bardzo realne konsekwencje finansowe. Każda decyzja w zakresie tych pytań i odpowiedzi wiąże się z ryzykiem. Nasz typ działalności jest innej natury niż tylko kupił – sprzedał/wyprodukował usługę – sprzedał. Ustalenie, jak odpowiedzieć na każde pytanie w odniesieniu do potrzeb konkretnej praktyki, wymaga wiedzy biznesowej, bez wątpienia wspartej również przeczuciem, intuicją, umiejętnością przewidywania zdarzeń i prognozowania kondycji naszej lecznicy. Niektórzy nazywają to pięknym polskim wyrażeniem „mieć do czegoś smykałkę”. Bez smykałki jest ciężko. Ponownie nie ma co zakłamywać rzeczywistości.
Kilka pandemii, lockdownów, wzrostów wskaźnika stóp procentowych – później żaden pomysł biznesowy nie wygląda już tak dobrze, jak przed tymi wydarzeniami. Zamiast dziesięcioprocentowych wzrostów przychodów rok do roku patrzymy na obosieczny miecz straty. Bitwa trwa, a my walczymy w determinacji, aby znaleźć sposób na utrzymanie rentowności.
Wielu menadżerów zajmujących się zarządzaniem finansami zakłada, że praktyki weterynaryjne opierają swoją działalność na rocznym planie budżetowym. Taki plan jest pokaźnym arkuszem przychodów i wydatków. Dobrze zaprojektowany potrafi przewidzieć status finansowy naszej praktyki na 5 lat w przód (tak, można przyjąć różne wskaźniki, które urealnią ten wynik, a nie będą tylko prostą, teoretyczną formułą mnożenia).
Z naszego doświadczenia wynika jednak niezbicie, że zdecydowana większość właścicieli lecznic niesieciowych patrzy (niektórzy patrzą tylko czasami) na swoje wydatki i liczy, że „jakoś to będzie”. Podejście „jakoś to będzie” jest podejściem antystrategicznym i wyłącznie intuicyjnym.
Po [...]
którzy są subskrybentami naszego portalu.
i ciesz się dostępem do bazy merytorycznej wiedzy!
Mogą zainteresować Cię również
POSTĘPOWANIA
w weterynarii





