Lek. wet. Marta Miszczak ‒ niezbędne doświadczenie zdobywa się w praktyce - Vetkompleksowo - serwis Weterynarii w Praktyce

Lek. wet. Marta Miszczak ‒ niezbędne doświadczenie zdobywa się w praktyce

marta miszczak
zdjęcie dzięki uprzejmości M. Miszczak
Lek. wet. Marta Miszczak ukończyła studia na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Jest również dyplomowanym behawiorystą zwierząt – Animal Behaviourist Supervisor COAPE oraz behawiorystą kotów Studium Kot UW. Aktualnie kończy trzeci rok nauki w Interdyscyplinarnej Szkole Doktorskiej ProHum, prowadzonej we współpracy
UPWr oraz Uniwersytetu Medycznego we
Wrocławiu. W ramach pracy doktorskiej realizuje badania na temat gronkowców izolowanych od psów, kotów oraz ludzi. Pełni rolę opiekuna Studenckiego Koła Naukowego EZA UPWr, w którym prowadzi pierwszą na tutejszym Wydziale sekcję dla miłośników medycyny behawioralnej. W praktyce klinicznej specjalizuje się w medycynie behawioralnej psów i kotów, którą stara się popularyzować prowadząc profil @vetbeh.miszczak. Prywatnie – miłośniczka twórczości Murakamiego, kryminałów i kocia mama Frani, Tosi i Zuzy.


Praca nad zachowaniem zwierzęcia jest bardzo trudną dziedziną. Jak „rozmawiać” ze zwierzęciem o jego problemach?

Często porównuję tę pracę do sytuacji zawodowej pediatrów – pacjent niewiele werbalizuje (lub wcale), wnioskować trzeba na podstawie badania klinicznego, zachowania pacjenta, relacji opiekuna. To zawsze jest obarczone jakimś tzw. marginesem błędu. Ale odpowiednio skonstruowany wywiad behawioralny w połączeniu z reakcjami zwierzęcia obserwowanymi podczas wizyty pozwalają zobaczyć w miarę spójny obraz problemu. Następnie należy skonfrontować to z informacjami uzyskanymi od właściciela, który niejednokrotnie może starać się „wybielić” lub zakamuflować pewne własne zachowania, które uważa za błędne.

I tu wracamy do kwestii wielokrotnie powtarzanej przez całe studia weterynaryjne – dobry wywiad to podstawa. Dopiero mając wszystkie te dane, na podstawie własnej wiedzy i znajomości etogramu i potrzeb danego gatunku, doświadczeń klinicznych próbuje się postawić rozpoznanie i zaproponować schemat leczenia. Ważne jest utrzymanie kontaktu z opiekunem i uzyskanie informacji zwrotnej po jakimś czasie, aby zweryfikować słuszność postawionej diagnozy i ewentualnie zmodyfikować postępowanie. Wszystko to jednak opiera się na pracy z drugim człowiekiem i dobrej komunikacji – a nie zawsze o to łatwo. Pewnie dlatego konsultacje behawioralne są takie długie – u mnie pierwsze spotkanie trwa minimum 2-2,5 godziny, a i tak często mam wrażenie, że to za mało.

Jakie są rodzaje zaburzeń zachowania u zwierząt towarzyszących?

Jest ich bardzo dużo – musiałabym przytoczyć tutaj cały podręcznik. Problemy te mogą dotyczyć niezaspokojenia potrzeb zwierzęcia (zarówno w podstawowym zakresie fizjologicznym, jak i tzw. odpowiedniego wzbogacenia środowiska bytowania), mogą to być także zaburzenia wynikające z nieprawidłowej socjalizacji, przebytych dawniej chorób, traumatycznych doświadczeń, braku zrozumienia i komunikacji z właścicielem, błędów treningowych oraz (najważniejsze na końcu) obecnych chorób somatycznych. Problemy, z powodu których opiekunowie często zwracają się po pomoc do specjalisty to m.in. agresja w stosunku do ludzi i zwierząt (zwłaszcza pojawiająca się nagle) oraz konflikty między zwierzętami w jednym gospodarstwie domowym, oddawanie moczu i kału w nieodpowiednich miejscach, nadmierna pielęgnacja okrywy włosowej lub samouszkodzenia, wszelkiego rodzaju zaburzenia lękowe czy niszczenie wyposażenia domu.

Niestety nadal dość rzadko spotykam się ze zgłoszeniami osób chcących zasięgnąć opinii fachowca przed adopcją zwierzęcia (w zakresie doboru odpowiedniego osobnika do danej rodziny i jej trybu życia, dostosowania wcześniej wnętrza domu) lub przygotowania obecnego w domu zwierzęcia na istotne zmiany np. pojawienie się dziecka. A szkoda, bo niejednokrotnie pomimo dobrych chęci nie każdy ma odpowiednie warunki, aby utrzymywać zwierzę towarzyszące wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. To również bywa źródłem późniejszych problemów behawioralnych.

Czy lęk separacyjny jest obecnie najczęściej występującym zaburzeniem zachowania u psów np. przez wzgląd na pandemię koronawirusa, gdy wielu opiekunów przez bardzo długi czas przebywało w domu?

Mogę odpowiedzieć jedynie na podstawie własnej praktyki – rzeczywiście dosyć często mam do czynienia z problemami separacyjnymi (celowo używam określenia „problemami” a nie „lękiem”, ponieważ nie zawsze podłożem problemu jest lęk). Wielu opiekunów zgłasza, że po ich powrocie do pracy stacjonarnej problem się pojawił lub nasilił. W większości przypadków jest to na szczęście kwestia poddająca się odpowiedniej terapii behawioralnej. Ta jednak wymaga oczywiście znacznego zaangażowania i cierpliwości ze strony opiekunów. Nie powiedziałabym jednak, aby był to problem najczęstszy. Biorąc pod uwagę bieżący rok kalendarzowy i przypadki moich psich pacjentów, problemy separacyjne oraz wszelkiego rodzaju niepożądane zachowania agresywne znajdują się w czołówce, mniej więcej w proporcji 50:50.

Czego najczęściej boją się zwierzęta?

Za wszystkie zwierzęta się nie wypowiem 😉 ale u moich pacjentów najczęściej spotykam się z silnymi reakcjami na głośne i nieprzewidywalnie pojawiające się dźwięki czy obiekty (np. deskorolki, rolki, worki na śmieci, odkurzacze i inne sprzęty gospodarstwa domowego, folię aluminiową, huk petard lub wyładowań atmosferycznych), ale także na określonych ludzi czy zwierzęta lub ogółem – coś nowego, nieznanego. Są pacjenci, którzy z różnych przyczyn boją się np. tylko osób jednej płci, przebywania w samochodzie lub konkretnej zabawki dziecięcej. To bardzo indywidualna kwestia, trzeba zróżnicować czy mamy do czynienia z lękiem uogólnionym, czy prawidłowo funkcjonującym zwierzęciem obawiającym się np. tylko jednego bodźca. Od tego rozpoznania będzie zależało postępowanie terapeutyczne i rokowanie.

Jak leczyć zwierzęta z zaburzeniami? Czy podstawowa wiedza lekarza weterynarii wystarczy?

To zależy czy pyta Pani wyłącznie o leczenie farmakologiczne, czy całościową terapię behawioralną. Jeśli przyczyną zaburzeń zachowania u pacjenta są wyłącznie jego dolegliwości somatyczne – do ich usunięcia w zupełności wystarczy wiedza lekarsko-weterynaryjna. Wówczas oczekujemy, że po wyleczeniu zwierzęcia, zachowanie wróci do normy. Może się jednak zdarzyć, że zaburzenie zachowania „utrwali się” w przebiegu choroby lub przyczyna nie była wyłącznie somatyczna – wtedy konieczna jest wiedza z zakresu terapii behawioralnej. Obszar medycyny behawioralnej czy nawet samego behawioryzmu zwierząt nadal nie wydaje się być szczególnie popularny wśród klinicystów. I nic nie szkodzi – w końcu wszyscy dążymy do specjalizowania się w określonym zakresie i świadczenia usług na jak najwyższym poziomie.

Jeśli behawior to dla lekarza tzw. „czarna magia”, zalecam skorzystanie z pomocy lekarza specjalizującego się w tej dziedzinie lub nawiązanie współpracy z wykwalifikowanym behawiorystą. Dobrze jest, jeśli obserwacje behawiorysty i lekarza uzupełniają się i pozwalają uzyskać pełny obraz sytuacji pacjenta. Do tego niezbędna jest oczywiście komunikacja obu stron. Czasem do rozwiązania problemu wystarczy terapia behawioralna, a niekiedy wymaga ona dodatkowo wsparcia farmakologicznego – i tutaj już współpraca obojga specjalistów jest nieunikniona.

Komentarze

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.